Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ilustracje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ilustracje. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 listopada 2013

Studium focha w tuszu

"— Nadal jesteś wściekły?
Alec, oparty o ścianę windy, spiorunował Jace'a wzrokiem. - Nie jestem wściekły.
— Owszem, jesteś."*


Bazgroł na devie i bazgrołek na tumlerze.

Chłodno się zrobiło i mam z tego tytułu fazę na swetry. Wszędzie widzę sweterki - mięciuchne w dotyku, gęste sploty albo luźne skrzyżowania włókien, przypominające siec. I te ślicznie skrzące, z drobniutkimi cekinami, które były inspirowane - idę o zakład! - ściętą mrozem pierzyną śniegu, oświetloną blaskiem lampy w styczniową noc...

Przez te zmysłowe - bądź co bądź -fantazje zachciało mi się rysować swetry.

Wyciągnęłam notes bazgroląc na próbę warkocze wełny, kiedy nagle przed oczami stanął - nie wiedzieć czemu - obraz z przeczytanej jakiś czas temu serii pani Cassandry Clare. Gdyż jeden z jej Mrocznych Łowców (czy jaki im tam...) odznaczał się zamiłowaniem do mundurów - na służbie nosił skóry i tatuaże, a w cywilu wyłącznie czarne swetry i jeansy.

"— Gdzie byłeś przez całą noc? — zapytał Magnus cierpkim tonem. — Z Alekiem?
— Nie mogłem zasnąć, więc poszedłem na spacer — odparł Jace. — Wracając, natknąłem się na
tego smutasa snującego się po ganku. — Wskazał na przyjaciela.
Magnus się rozpromienił.
— Siedziałeś tam przez całą noc? — zapytał Aleca.
— Nie. Poszedłem do domu, a potem wróciłem. Zobacz, że mam inne ubranie.
Wszyscy na niego spojrzeli. Alec miał na sobie ciemny sweter i dżinsy, czyli dokładnie to samo co
poprzedniego dnia. Mimo to Clary postanowiła rozstrzygnąć wątpliwości na jego korzyść."*


Seria jest głupiutka, pełna bezsensów i genialna zarazem - ma w sobie wszystko to, czego fani poczytnych książek w owych książkach nie znajdują, a czego szukają na fanfiction.net. Pani Cassandra zna potrzeby rynku. "Mortal Instrument" to gigantywczy fanfic w który upchano wszystko to, co napędza popularność serwisu fan fiction. Taki wieki, szesciotomowy worek na ulubione wątki (homoseksualizm, seks, zakazana miłość, wojna, wampiry, wilkołaki, Harry Potter, Anime, Bleach itp) z wartką akcją, absurdem i heroizmem.**

Sam Alec (bo niebieskooki mundurowy w swetrze to Alec) postacią lubliwą jest. Taki uroczy Uke, trochę ciapa, trochę romantyk i zakompleksiony nacjonalista. Bardzo chciałam narysować go z miną, która - moim zdaniem - najlepiej oddaje jego "cierpienia" z serii. "Foch! Foch, foch, foch i na wszystko, co dotyczy heteroseksualnych blondynów - powiadam foch!" ;)

Dobra nuta na piątek (nawet w klimacie fandomu mojego fanarta - tyle krwi się tam leje...):


---------------------------------------------------------------------------------------------------------
* Cytowane fragmenty z "Mortal Instruments II: City of  Ashes"
** A ja sobie nabijam lajki na fali popularności tego czytadła. Life is hard and marketing is future! ;)

sobota, 15 czerwca 2013

Demon i Panna




"Heike postanowił, że sam zdejmie koszulę, żeby nie wiem co. Niech się dzieje, co chce. Potem położy koszulę na sobie tak, by Vinga widziała tylko ranę, nic więcej. Za nic na świecie nie chciał dopuścić, aby zobaczyła te jego zdeformowane barki albo włochate jak u zwierzęcia piersi. Nie ona. Nie Vinga!
Ale nie wziął pod uwagę jej woli. Kiedy wróciła, leżał przykryty pięknie udrapowaną koszulą tak, że tylko prawy bok był odsłonięty. Skóra na boku była zdarta do żywego ciała i wciąż jeszcze z ran sączyła się krew.
- No, to teraz zobaczymy - powiedziała jeszcze raz i poważnie zmarszczyła brwi. Z miną godną profesora chirurgii studiowała rany, a po chwili, jakby mimochodem, odsunęła koszulę na bok. Heike pociągnął ją gwałtownie ku sobie, ale co się miało stać, to już się stało.
Vinga zapomniała o ranach. Delikatnie odsunęła na bok alraunę.
Ufnie spoglądała na niego jasnym wzrokiem.
- Boże odpuść, naprawdę różnisz się od innych mężczyzn, których do tej pory widziałam!
- A wielu ich widziałaś? - zapytał bezbarwnym głosem.
- No, widziałam przecież tatę. I parobków podczas sianokosów, kiedy było tak gorąco, że zdejmowali koszule. I widziałam też pewnego małego chłopca, który latem biegał nago. Więc oczywiście wiem, jak mężczyźni są zbudowani! Ale ty jesteś dużo bardziej owłosiony niż tamci. No i masz te ramiona. Czy mogę ich dotknąć?
Heike cierpiał. Prawe ramię nie było tak podrapane jak cały bok, ale on nawet tego nie zauważył. Vinga zabrała się najpierw za te lżejsze rany.
- Jakie masz spiczaste ramiona - szepnęła zafascynowana, głaszcząc go delikatnie. - To niezwykłe uczucie być tak blisko jednego z dotkniętych Ludzi Lodu. Dla mnie była to jedynie legenda. Mam na myśli te mordercze ramiona i wszystkie te sprawy.
- Uważam, że mogłabyś być trochę bardziej delikatna.
- Dlaczego? - zapytała dziecinnie. - Chyba się nie wstydzisz, że jesteś taki? Ja myślę, że jesteś fantastyczny, wiesz. I taki mnie przenika przyjemny dreszcz, kiedy cię dotykam.
- Vinga! - powiedział surowo. - Moje rany trzeba opatrzyć.
- O, tak, już, już!
Heike wzdychał i drżał na całym ciele.
Ale Vinga była zręczna. Rzeczywiście wiedziała, co robi, i miała znacznie większe pojęcie o sztuce leczenia, niż mógł się spodziewać. Za pomocą szczególnej mieszaniny naturalnych środków i bardziej zaawansowanej sztuki leczniczej opatrzyła go delikatnie i troskliwie.
- W porządku? - powiedziała wreszcie. - Góra gotowa, a teraz reszta.
- Z tym poradzę sobie sam! - Heike omal nie eksplodował.
- Głupstwa gadasz! Zdejmuj spodnie!
- Zostaw mnie! - syknął przez zęby.
- A zresztą i tak całe są podarte – oświadczyła chłodno i bez zastanowienia zerwała z niego spodnie.
- Popatrz na swoje biodro, tu masz dopiero ranę, spójrz!
Potem zamilkła. Heike bezskutecznie próbował odszukać choćby kawałek podartych spodni, żeby się okryć, ale ona odrzuciła je daleko.
- Oj! - jęknęła nagle.
Poczuła, że się czerwieni.
-  Ależ była bezmyślna!  - Usiadła obok Heikego, plecami do tego czegoś niezrozumiale wielkiego, i patrzyła na niego ciepło.
- Ja nie chciałam, Heike, taka bywam czasami głupia. Ale nie powinieneś się krępować, bo ja uważam, że jesteś bardzo ładny.
- Kochana Vingo, czy nie zechciałabyś podać mi tej resztki spodni, które rzuciłaś na podłogę?"


 Co sądzicie o deformacji ciała Heikego?
 Nadal jest "zbyt ładny", jak na nieforemnego brzydala?
 [Na detalu lepiej widać wyraz jego twarzy]


  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Skaner zmienił kolory oryginału.
Przyznaję, że chociaż kompozycyjnie nie jest to zaburzona praca, to coś w zeskanowanej wersji nie gra kolorystycznie. Myślę, że to w pewnym stopniu wina fakturowanego papieru, w którego rowkach położyły się cienie przez które ilustracja wygląda na zabrudzoną.
Dla porównania zamieszczam wersję ze zgaszonymi kolorami:

 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Characters belong to Margit Sandemo.
Illustration belong to me!


środa, 12 czerwca 2013

Córki Kapelusznika

Szkic liczy sobie około siedmiu lat.
 Nie mogę ukończyć tej ilustracji - albo kolory są nie takie, albo zły papier... męczy mnie przerysowywanie co rusz oryginału.Kserowanie szkicu na papier odpowiedni do malowania też odpada (tak twierdzą pracownicy punktów drukarskich). Zaś sam szkic (szkic tuszem, A3) uważam, za całkiem udany, więc po tylu latach zdecydowałam się go puścić w świat.


Zapraszam do "Ruchomego Zamku Howla" pióra pierwszej damy fantasy, Diany Wynne Jones:

"W krainie Ingarii, gdzie siedmiomilowe buty i płaszcze-niewidki istnieją naprawdę, pechowo jest się urodzić jako najstarsze z trójki rodzeństwa. Wszyscy wiedzą, że ty pierwsza poniesiesz klęskę, i to najgorszą. jeśli cała trójka wyruszy szukać szczęścia.

Sophie Kapeluszniczka była najstarsza z trzech sióstr. Nie była nawet córką biednego drwala, który mógł jej zapewnić jakieś szanse na sukces. Jej rodzice, ludzie zamożni, prowadzili sklep z damskimi kapeluszami w kwitnącym miasteczku Market Chipping. Matka Sophie zmarła, kiedy dziewczynka miała dwa lata, a jej siostrzyczka Lettie zaledwie rok. Ojciec poślubił najmłodszą sprzedawczynię w sklepie, ładną blondynkę, Fanny.


Fanny wkrótce urodziła trzecią siostrę, Martę. Sophie i Lettie powinny wtedy zmienić się w Brzydkie Siostry, ale w rzeczywistości wszystkie trzy wyrosły na bardzo ładne panny, chociaż Lettie uważano za najpiękniejszą. Fanny jednakowo dobrze traktowała wszystkie trzy siostry iani trochę nie faworyzowała Marty.


Pan Kapelusznik był dumny ze swoich trzech córek i posłał wszystkie do najlepszej szkoły w mieście. Sophie uczyła się najlepiej. Dużo czytała i bardzo szybko zdała sobie sprawę, że jej przyszłość zapowiada się nieciekawie. To ją rozczarowało, ale na razie 'dzielnie opiekowała się rodzeństwem i przygotowywała Martę, żeby w odpowiednim czasie wyruszyła szukać szczęścia.


Dwie młodsze siostry często skakały sobie do oczu. Lettie bynajmniej nie pogodziła się z faktem, że jako drugą w kolejności czeka ją najgorszy los po Sophie.
- To niesprawiedliwe! - krzyczała. - Czemu Marta ma dostać wszystko, co najlepsze tylko dlatego, że urodziła się ostatnia? To ja poślubię księcia i już!
Na co Marta zawsze odpowiadała, że ona wcale nie musi za nikogo wychodzić, i tak będzie obrzydliwie bogata.


Potem Sophie odciągała od siebie skłócone dziewczynki i cerowała im sukienki. Bardzo zręcznie radziła sobie z igłą. Z czasem zaczęła również szyć stroje dla sióstr, Pewna ciemnoróżowa kreacja, którą uszyła dla Lettie, na Majowe Święto, zanim ta opowieść naprawdę się zaczyna, zdaniem Fanny wyglądała tak, jakby pochodziła z najdroższego sklepu w Kingsburry."



Którą z sióstr polubiliście?
(Brak kolorów zaburza istotną rzecz - nie widać, że Sophie jest rudzielcem.)
Chociaż ubóstwiam ekranizację Miyazakiego, to jednak książkowa wersja mnie ujęła znacznie bardziej. Przez wiele lat nie ruszałam się bez niej z domu - służyła mi za swego rodzaju talizman.

Cudowna muzyka Joe Hisaishi:


Od pomysłu po ilustrację


Ze względu na pytania o sposób w jaki pracuję zamieszczam poniżej kilka wskazówek. Za mało mam materiałów, aby nazywać post tutorialem, jednak jeżeli się znajdą zainteresowani przy okazji kolejnej pracy będę bardziej dokładnie uwieczniać etapy powstawania obrazka akwarelowego.

Zaczynam od dobrania papieru o wysokiej gramaturze. Najczęściej Canson 250 g/m2 albo Koh-I-Noor 250g/m2. Wybór wynika tylko z łatwej dostępności tych bloków.
Korzystam również z papierów z serii White Night - do najbardziej "poważnych" prac. 
Niektóre papiery są fakturowane, niektóre gładkie - dobieram je w zależności od efektu na którym mi zależy.

 Jedną kartkę, albo fragment papieru poświęcam do testowania kolorów.



Przygotowuję słoiczek z wodą, kartkę przyklejam taśmą malarską do podłoża i wybieram pędzle - w zależności od tego, co planuję malować dobieram odpowiednie grubości, ale w praktyce i tak w ruch idzie zwykle wszystko, co mam pod ręką. Najczęściej sięgam po 16stkę z miękkiego włosia (z czego to futro, już niestety nie pamiętam), okrągłe pędzle: 0/2, 0/3, 1, 2, 3 oraz płaskie pędzelki 6 i 8. Do malowania szczególików używam okrągłego pędzelka 4 o długim włosiu.
Sporadycznie korzystam z pędzla wachlarzowego.
Z racji, że jestem zwolenniczką techniki mokre-na-mokrym używam również dużego, szerokiego pędzla (ten na zdjęciu chyba jest zwyczajnym pędzlem tapet, podprowadzonym ojcu z jego zestawu zabawek do remontów...).


Korzystam z dwóch rodzajów farb akwarelowych: w tubkach i w kostkach. Pozwalają one na uzyskanie różnych efektów.
Sięgam również po kredki akwarelowe - dają jeszcze inne rezultaty.


Często używam tuszu. Białego, czarnego, czerwonego, chińskiego itp.
Wtedy niezbędnym narzędziem staje się paletka ceramiczna - łatwo na niej uzyskiwać odpowiednie nasycenie tuszu, a lakierowana powierzchnia "nie pije" materiału (plastik i drewno nasiąkają tuszem!).



Proces kreacji zaczyna się zazwyczaj przy lekturze, wieczorem z parującą herbatką pod ręką.
Jeżeli jakiś opis/fragment tekstu/miejsce/bohater wyjątkowo ładnie mi się wyobrazi podejmuję próbę przeniesienia tej wizji na papier. Nie zawsze udaje się tak, jakbym sobie tego życzyła. Zwykle w mojej wyobraźni wszystko wygląda lepiej. Podobno to ból każdego artysty ^^'...


Pierwsze rysunki koncepcyjne prawdopodobnie tylko dla mnie wyglądają sensownie. Bazgrolstwa w zeszytach, notesach, kalendarzach, machnięte pod wypływem chwili "na kolanie". Później na ich podstawie dopracowuję szkic ołówkiem.

Nie mogłam znaleźć nigdzie pierwszego szkicu postaci Sol Angelicy, dlatego podaję porównanie konceptu i finalnej formy do pracy "Come on, Sadi..." (w opisie obrazka na deviancie znajduje się fragment książki, który mnie zainspirował).


Po przerysowaniu szkicu na czysto na wybrany papier poprawiam kontury pisakami kreślarskimi, markerami lub długopisami (uwielbiam długopisy w gwiazdki firmy TOMA).


Na tym etapie decyduję, które obszary pracy mają pozostać bieluśkie i nieskalane farbą. Na nie nakładam płyn maskujący (na dole, to-to żółtawe, w dotyku jak guma).

... następnie maluję pierwszą warstwę.
Jak wspominałam preferuję mokre-na-mokrym, więc w pierwszej kolejności całą polać kartki smaruję szczodrze wodą, a dopiero w następnym kroku maziam po niej farbą.
Kiedy pierwsze działania nieco przeschną (albo im w tym pomogę suszarką), zakładam kolejne kolory. W taki sposób, aby z plam w końcu wyłoniły się kształty. Cały czas uzupełniam poszczególne miejsca płynem maskującym - niestety mam tendencję do wyjeżdżania za linię, a nie każdą plamę da się bez szkód wywabić z miejsc niepożądanych.



 Wreszcie ściągam wszystkie warstwy płynu maskującego.
Na tym etapie już wiem jaką formę przybierze praca na końcu i zarazem mam jeszcze miejsce na manewry decydujące.


Dla przykładu: wykonując powyższe zdjęcie uznałam, że kiecka Sol nie pasuje do motywu kolorystycznego, jaki obrałam. Musiałam ściągnąć kolor (a to bardzo mokry i delikatny proces), wówczas mogłam pomalować sukienkę na kolor ćwikły (sama byłam zaskoczona, że maluje na buraczkowo - na palecie tak nie wyglądał).

Na sam koniec przechodzę do szczegółów.





Następnie skanuję pracę i w Photoshopie wprowadzam ostatnie poprawki - jak czyszczenie plam czy nasycenie barw. 


Finito!



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Sol Angelica





„(…)Sol z przerzuconym przez ramię węzełkiem w podskokach nadbiega od strony lasu, a w ślad za nią podąża jej czarny kot.”
~ Polowanie na czarownice, Margit Sandemo


„W koronach drzew rozbrzmiewał ciężki chorał. Głęboki ton grzmiał i dźwięczał jak chór mnichów w ogromnej katedrze. Żałośnie przepowiadał smutek i nieszczęścia. Sosny chwiały się na wietrze, uginały, ze zgrzytem i trzaskiem gałęzi. Zza pędzących chmur od czasu do czasu wyłaniał się blady, jesienny księżyc

Sol biegła przez las roześmiana, jakby upojona pogodą. Burza współgrała z nastrojem jej duszy.
Była teraz dorosła i wolna; wolna jak ta wichura szalejąca w koronach drzew. Wolna, bo mocno przyciskała do piersi węzełek Hanny, który tego dnia odebrała od Tengela. Wcześniej pożegnała się ze wszystkimi domownikami w Lipowej Alei.
Teraz nadszedł jej czas.”
~ Otchłań, Margit Sandemo


Ilustracja tworzona z myślą o powyższych fragmentach, zarazem zasilająca serię "Czarownice i Czarnoksiężnicy"*. Akwarelka 30 x 23 cm podrasowana delikatnie w Photoshopie.
 Cackałam się z tym obrazkiem niemal przez miesiąc. Po drodze musiałam zmienić płyn maskujący, co się odbiło na jakości  szczegółów (nowy płyn, o którym wspomniałam w poprzednich postach jest znacznie lepszy), kieckę przemalować od podstaw - bo nie zgadzała się z wybranym motywem kolorystycznym itp.

Wiem, że kot jest "łomatkoboskojasnobramsko", wiem. Zirytowałam się na niego, za tę całą jego złośliwą nieforemność i porzuciłam drania - niedopracowany za karę! Najbardziej zadowolona jestem z drzew (nie irytowały mnie i wychodziły tak, jak chciałam, więc dopracowałam ;) ).
Sama postać Sol budzi raczej kontrowersje, niż satysfakcję - co o niej sądzisz?


Sol Angelica była radosnym wiedźmiszczem prowadzącym bujne żywot na przełomie XVI - XVII wieku. Odznaczało ją wiele sprzeczności - od imion kontrastujących z charakterem począwszy, a na kontrowersyjnym i bardzo indywidualnym podejściu do zasad etycznych skończywszy, - co zawsze wzbudzało sympatię czytelników.

Sol spłonęła na stosie w 1602 roku. Po śmierci, jako duch, sprawowała pieczę nad potomkami rodu. Przy tym często oprócz pomocnych czarów wprowadzała radosny chaos. Nie każdy mógł ją zobaczyć, ale zawsze odpowiadała na prośby o pomoc.


Za oknem burza, na ilustracji również wietrznie i przedsztormowo, w tekście mowa o duchach, dlatego proponuję "What Else is there" 
I am the storm, I am the wonder...
---------------------------------------------------------------------------------------------------------

*Najistotniejsze elementy obecne: wiedźma, kot i węzełek z różnymi czarodziejskimi okropieństwami, odziedziczonymi w spadku po Hannie.

poniedziałek, 20 maja 2013

Affected Pairs VI - Heike i Tula

W wyniku utrudnień z dostępem do Internetu ilustrację zamieszczam z tygodniowym opóźnieniem (co zasadniczo nie zmienia nic, poza tym, że budzi moją buchającą irytację - przyznaję, że zbyt długo bez sieci wytrzymać nie potrafię).


Czasy Heikego i Tuli to czasy zmagania się z mocą fletu, pozornie niewinnego...
Zadowolona jestem z ubrań postaci: Heike nosi ubiór "Szweckiego właściciela ziemskiego" z około 1800 roku, zaś fartuszek, gorset i czepek Tuli nawiązują do szwedzkich strojów ludowych.

Zapraszam na mojego devianta!

środa, 24 kwietnia 2013

Sneek pick!



Z mojej planowanej serii ilustracji dotkniętych z Sagi o Ludziach Lodu.
Schnący numer szósty: Tula i Heike. 
Jeszcze sporo do ukończenia, ale jestem na razie zadowolona z kierunku do którego ilustracja zmierza. 

Korzystam z nowego płynu maskujacego! Serdecznie polecam lateks z firmy Maimeri! 
Mam odrobinę doświadczenia z różnymi płynami maskujacymi - ogólne wrażenie: mało wydajne, nieprzyzwoicie szybko zasychają w słoiczkach i są DROGIE! 
Niestety również potrzebne do pracy...
Zaryzykowałam ostatnio kupując lateks z Maimeri i jestem zachwycona! 


Konsystencja jest nieco rzadsza od tego, do czego przywykłam, jednak dzięki niej mniej lakieru zostaje na pędzlu, a więcej trafia na kartkę. Kryje solidnie. Zasycha na jasno-niebieski kolor. 
Łatwiej go ściągnąć z papieru niż na przykład płyn firmy Daler Rowney.


Najbliższe plany

Rysując Ulvhedina i Ingrid zastanowiło mnie, że byli jedyną parą następujących po sobie dotkniętych, którzy traktowali się po przyjacielsku, jak kumple po fachu.

Zwykle, kiedy starszy dotknięty ma w kolejnym pokoleniu następczynię, wówczas zmienia się w grzmiącego niepokojem i dobrymi radami patrona. Zero zabawy! Same nakazy!

Tylko Ulvhedin i Ingrid potrafili - w granicach rozsądku - miło spędzać razem czas, zupełnie bez skrępowania wykorzystując swoje niesamowite zdolności.



Sol i Tengel? - ona sprawiała, że przybranemu ojcu co rusz opadała szczęka! I to ze względów moralnych, ale to też jego wina, gdyż zakazywał jej czarów, które leżały w jej naturze: ergo nie pozwalał jej być sobą!

Natomiast sam - hipokryta! - zarabiał na życie i zyskiwał prestiż dzięki czarom!

Moim zdaniem za dużo czasu zajęło mu odkrycie, że również siostrzenica mogłaby odnosić sukcesy przyuczona do jego profesji...

Tula i Heike? - he, he, he, ponownie relacja mentor-posłuszna uczennica. On sumiennie pilnował by Tula tylko niczego nie zmalowała, zupełnie zapominając o incydencie pewnej Wiosennej Ofiary...

W efekcie jako-takie uznanie swoich wzajemnych możliwości nastąpiło dopiero, kiedy byli bardzo dojrzałymi ludźmi...

Te rozmyślania urodziły kolejny pomysł: dotknięci w parach.

I - Hanna i Grimar

II - Tengel i Sol

III - Trond i Kolgrim

IV - Ulvhedin i Ingrid

V - Mar i Solve

VI - Heike i Tula

VII - Ulvar i Benedicte

VIII - Tova i Halkatla

(Nie mam ochoty rysować Erlinga S., no, chyba, że w wersji "pokonany przez Halkatlę", ale taki obrazek będzie musiał mieć łatkę cenzury, więc... sobie odpuszczę... na razie przynajmniej...)

Zapraszam!

Witam!

Wreszcie się w sobie zebrałam dostateczne pokłady cierpliwości (po trzech miesiącach przygotowań...) by ogarnąć meandry blogspota.

Blog będzie miał charakter rzemieślniczo-artystyczny. Chcę się podzielić (i co tu kryć: zareklamować) swoje prace. Troszkę tego jest: malarstwo, rzeźba, fotografia, literatura, ale przede wszystkim ilustracje.
Jeżeli pojawią się zainteresowani mogłabym przygotować kilka tutoriali z malarstwa akwarelowego.

Chwilowo, na poły z lenistwa, na poły z braku czasu, blog będzie prowadzony po polsku, później/niedługo chciałabym uskuteczniać wersję dwujęzyczną.

Zapraszam do śledzenia mojej strony(stalkingmania?) i za zainteresowanie dziękuję!

 Moja galeria deviantART