Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akwarela. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą akwarela. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 czerwca 2013

Wszystko trzeba odkryć samemu. I również przejść przez to zupełnie samemu.

 - Włóczykij, Tove Jansson.

Cierpię chwilowo na przerost weny skolidowany z brakiem możliwości czasowo-przestrzennych. Innymi słowy tak buzuję pomysłami, chęciami i zniecierpliwieniem, że kiedy wreszcie znajduję miejsce, ciszę i czas, to nie mogę się skupić na jednej pracy. Tym sposobem mam kilkanaście szkiców i palety rozbełtanych farb (wysychające palety...) oraz zero efektów końcowych.

Ku odczarowaniu wszelkich przesadnie ambitnych idei - Włóczykij, któremu się nigdy, nigdzie nie spieszyło.


Niestety, skan zmienił kolory (nie często się to zdarza) i gdzieś zniknęły delikatne przejścia błękitu w tle, ale mimo wszystko - chyba - nadal czuć lato, słońce i beztroskę.  

Kiedyś, dawno, dawno temu, podczas spaceru po mieście odczytaliśmy napis z muru. Chociaż w haśle znajdował się byk ortograficzny ("Włuczykij"), samo przesłanie, domorośle-filozoficzne, wywoływało mimowolny uśmiech, a mianowicie:
Czy Włóczykij wędrował, bo lubił, czy nieustannie uciekał przed własnym przeznaczeniem?

Studium mojego łapska:


sobota, 15 czerwca 2013

Demon i Panna




"Heike postanowił, że sam zdejmie koszulę, żeby nie wiem co. Niech się dzieje, co chce. Potem położy koszulę na sobie tak, by Vinga widziała tylko ranę, nic więcej. Za nic na świecie nie chciał dopuścić, aby zobaczyła te jego zdeformowane barki albo włochate jak u zwierzęcia piersi. Nie ona. Nie Vinga!
Ale nie wziął pod uwagę jej woli. Kiedy wróciła, leżał przykryty pięknie udrapowaną koszulą tak, że tylko prawy bok był odsłonięty. Skóra na boku była zdarta do żywego ciała i wciąż jeszcze z ran sączyła się krew.
- No, to teraz zobaczymy - powiedziała jeszcze raz i poważnie zmarszczyła brwi. Z miną godną profesora chirurgii studiowała rany, a po chwili, jakby mimochodem, odsunęła koszulę na bok. Heike pociągnął ją gwałtownie ku sobie, ale co się miało stać, to już się stało.
Vinga zapomniała o ranach. Delikatnie odsunęła na bok alraunę.
Ufnie spoglądała na niego jasnym wzrokiem.
- Boże odpuść, naprawdę różnisz się od innych mężczyzn, których do tej pory widziałam!
- A wielu ich widziałaś? - zapytał bezbarwnym głosem.
- No, widziałam przecież tatę. I parobków podczas sianokosów, kiedy było tak gorąco, że zdejmowali koszule. I widziałam też pewnego małego chłopca, który latem biegał nago. Więc oczywiście wiem, jak mężczyźni są zbudowani! Ale ty jesteś dużo bardziej owłosiony niż tamci. No i masz te ramiona. Czy mogę ich dotknąć?
Heike cierpiał. Prawe ramię nie było tak podrapane jak cały bok, ale on nawet tego nie zauważył. Vinga zabrała się najpierw za te lżejsze rany.
- Jakie masz spiczaste ramiona - szepnęła zafascynowana, głaszcząc go delikatnie. - To niezwykłe uczucie być tak blisko jednego z dotkniętych Ludzi Lodu. Dla mnie była to jedynie legenda. Mam na myśli te mordercze ramiona i wszystkie te sprawy.
- Uważam, że mogłabyś być trochę bardziej delikatna.
- Dlaczego? - zapytała dziecinnie. - Chyba się nie wstydzisz, że jesteś taki? Ja myślę, że jesteś fantastyczny, wiesz. I taki mnie przenika przyjemny dreszcz, kiedy cię dotykam.
- Vinga! - powiedział surowo. - Moje rany trzeba opatrzyć.
- O, tak, już, już!
Heike wzdychał i drżał na całym ciele.
Ale Vinga była zręczna. Rzeczywiście wiedziała, co robi, i miała znacznie większe pojęcie o sztuce leczenia, niż mógł się spodziewać. Za pomocą szczególnej mieszaniny naturalnych środków i bardziej zaawansowanej sztuki leczniczej opatrzyła go delikatnie i troskliwie.
- W porządku? - powiedziała wreszcie. - Góra gotowa, a teraz reszta.
- Z tym poradzę sobie sam! - Heike omal nie eksplodował.
- Głupstwa gadasz! Zdejmuj spodnie!
- Zostaw mnie! - syknął przez zęby.
- A zresztą i tak całe są podarte – oświadczyła chłodno i bez zastanowienia zerwała z niego spodnie.
- Popatrz na swoje biodro, tu masz dopiero ranę, spójrz!
Potem zamilkła. Heike bezskutecznie próbował odszukać choćby kawałek podartych spodni, żeby się okryć, ale ona odrzuciła je daleko.
- Oj! - jęknęła nagle.
Poczuła, że się czerwieni.
-  Ależ była bezmyślna!  - Usiadła obok Heikego, plecami do tego czegoś niezrozumiale wielkiego, i patrzyła na niego ciepło.
- Ja nie chciałam, Heike, taka bywam czasami głupia. Ale nie powinieneś się krępować, bo ja uważam, że jesteś bardzo ładny.
- Kochana Vingo, czy nie zechciałabyś podać mi tej resztki spodni, które rzuciłaś na podłogę?"


 Co sądzicie o deformacji ciała Heikego?
 Nadal jest "zbyt ładny", jak na nieforemnego brzydala?
 [Na detalu lepiej widać wyraz jego twarzy]


  - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Skaner zmienił kolory oryginału.
Przyznaję, że chociaż kompozycyjnie nie jest to zaburzona praca, to coś w zeskanowanej wersji nie gra kolorystycznie. Myślę, że to w pewnym stopniu wina fakturowanego papieru, w którego rowkach położyły się cienie przez które ilustracja wygląda na zabrudzoną.
Dla porównania zamieszczam wersję ze zgaszonymi kolorami:

 - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Characters belong to Margit Sandemo.
Illustration belong to me!


środa, 12 czerwca 2013

Od pomysłu po ilustrację


Ze względu na pytania o sposób w jaki pracuję zamieszczam poniżej kilka wskazówek. Za mało mam materiałów, aby nazywać post tutorialem, jednak jeżeli się znajdą zainteresowani przy okazji kolejnej pracy będę bardziej dokładnie uwieczniać etapy powstawania obrazka akwarelowego.

Zaczynam od dobrania papieru o wysokiej gramaturze. Najczęściej Canson 250 g/m2 albo Koh-I-Noor 250g/m2. Wybór wynika tylko z łatwej dostępności tych bloków.
Korzystam również z papierów z serii White Night - do najbardziej "poważnych" prac. 
Niektóre papiery są fakturowane, niektóre gładkie - dobieram je w zależności od efektu na którym mi zależy.

 Jedną kartkę, albo fragment papieru poświęcam do testowania kolorów.



Przygotowuję słoiczek z wodą, kartkę przyklejam taśmą malarską do podłoża i wybieram pędzle - w zależności od tego, co planuję malować dobieram odpowiednie grubości, ale w praktyce i tak w ruch idzie zwykle wszystko, co mam pod ręką. Najczęściej sięgam po 16stkę z miękkiego włosia (z czego to futro, już niestety nie pamiętam), okrągłe pędzle: 0/2, 0/3, 1, 2, 3 oraz płaskie pędzelki 6 i 8. Do malowania szczególików używam okrągłego pędzelka 4 o długim włosiu.
Sporadycznie korzystam z pędzla wachlarzowego.
Z racji, że jestem zwolenniczką techniki mokre-na-mokrym używam również dużego, szerokiego pędzla (ten na zdjęciu chyba jest zwyczajnym pędzlem tapet, podprowadzonym ojcu z jego zestawu zabawek do remontów...).


Korzystam z dwóch rodzajów farb akwarelowych: w tubkach i w kostkach. Pozwalają one na uzyskanie różnych efektów.
Sięgam również po kredki akwarelowe - dają jeszcze inne rezultaty.


Często używam tuszu. Białego, czarnego, czerwonego, chińskiego itp.
Wtedy niezbędnym narzędziem staje się paletka ceramiczna - łatwo na niej uzyskiwać odpowiednie nasycenie tuszu, a lakierowana powierzchnia "nie pije" materiału (plastik i drewno nasiąkają tuszem!).



Proces kreacji zaczyna się zazwyczaj przy lekturze, wieczorem z parującą herbatką pod ręką.
Jeżeli jakiś opis/fragment tekstu/miejsce/bohater wyjątkowo ładnie mi się wyobrazi podejmuję próbę przeniesienia tej wizji na papier. Nie zawsze udaje się tak, jakbym sobie tego życzyła. Zwykle w mojej wyobraźni wszystko wygląda lepiej. Podobno to ból każdego artysty ^^'...


Pierwsze rysunki koncepcyjne prawdopodobnie tylko dla mnie wyglądają sensownie. Bazgrolstwa w zeszytach, notesach, kalendarzach, machnięte pod wypływem chwili "na kolanie". Później na ich podstawie dopracowuję szkic ołówkiem.

Nie mogłam znaleźć nigdzie pierwszego szkicu postaci Sol Angelicy, dlatego podaję porównanie konceptu i finalnej formy do pracy "Come on, Sadi..." (w opisie obrazka na deviancie znajduje się fragment książki, który mnie zainspirował).


Po przerysowaniu szkicu na czysto na wybrany papier poprawiam kontury pisakami kreślarskimi, markerami lub długopisami (uwielbiam długopisy w gwiazdki firmy TOMA).


Na tym etapie decyduję, które obszary pracy mają pozostać bieluśkie i nieskalane farbą. Na nie nakładam płyn maskujący (na dole, to-to żółtawe, w dotyku jak guma).

... następnie maluję pierwszą warstwę.
Jak wspominałam preferuję mokre-na-mokrym, więc w pierwszej kolejności całą polać kartki smaruję szczodrze wodą, a dopiero w następnym kroku maziam po niej farbą.
Kiedy pierwsze działania nieco przeschną (albo im w tym pomogę suszarką), zakładam kolejne kolory. W taki sposób, aby z plam w końcu wyłoniły się kształty. Cały czas uzupełniam poszczególne miejsca płynem maskującym - niestety mam tendencję do wyjeżdżania za linię, a nie każdą plamę da się bez szkód wywabić z miejsc niepożądanych.



 Wreszcie ściągam wszystkie warstwy płynu maskującego.
Na tym etapie już wiem jaką formę przybierze praca na końcu i zarazem mam jeszcze miejsce na manewry decydujące.


Dla przykładu: wykonując powyższe zdjęcie uznałam, że kiecka Sol nie pasuje do motywu kolorystycznego, jaki obrałam. Musiałam ściągnąć kolor (a to bardzo mokry i delikatny proces), wówczas mogłam pomalować sukienkę na kolor ćwikły (sama byłam zaskoczona, że maluje na buraczkowo - na palecie tak nie wyglądał).

Na sam koniec przechodzę do szczegółów.





Następnie skanuję pracę i w Photoshopie wprowadzam ostatnie poprawki - jak czyszczenie plam czy nasycenie barw. 


Finito!



poniedziałek, 20 maja 2013

Affected Pairs VI - Heike i Tula

W wyniku utrudnień z dostępem do Internetu ilustrację zamieszczam z tygodniowym opóźnieniem (co zasadniczo nie zmienia nic, poza tym, że budzi moją buchającą irytację - przyznaję, że zbyt długo bez sieci wytrzymać nie potrafię).


Czasy Heikego i Tuli to czasy zmagania się z mocą fletu, pozornie niewinnego...
Zadowolona jestem z ubrań postaci: Heike nosi ubiór "Szweckiego właściciela ziemskiego" z około 1800 roku, zaś fartuszek, gorset i czepek Tuli nawiązują do szwedzkich strojów ludowych.

Zapraszam na mojego devianta!

środa, 24 kwietnia 2013

Sneek pick!



Z mojej planowanej serii ilustracji dotkniętych z Sagi o Ludziach Lodu.
Schnący numer szósty: Tula i Heike. 
Jeszcze sporo do ukończenia, ale jestem na razie zadowolona z kierunku do którego ilustracja zmierza. 

Korzystam z nowego płynu maskujacego! Serdecznie polecam lateks z firmy Maimeri! 
Mam odrobinę doświadczenia z różnymi płynami maskujacymi - ogólne wrażenie: mało wydajne, nieprzyzwoicie szybko zasychają w słoiczkach i są DROGIE! 
Niestety również potrzebne do pracy...
Zaryzykowałam ostatnio kupując lateks z Maimeri i jestem zachwycona! 


Konsystencja jest nieco rzadsza od tego, do czego przywykłam, jednak dzięki niej mniej lakieru zostaje na pędzlu, a więcej trafia na kartkę. Kryje solidnie. Zasycha na jasno-niebieski kolor. 
Łatwiej go ściągnąć z papieru niż na przykład płyn firmy Daler Rowney.


Witam!

Wreszcie się w sobie zebrałam dostateczne pokłady cierpliwości (po trzech miesiącach przygotowań...) by ogarnąć meandry blogspota.

Blog będzie miał charakter rzemieślniczo-artystyczny. Chcę się podzielić (i co tu kryć: zareklamować) swoje prace. Troszkę tego jest: malarstwo, rzeźba, fotografia, literatura, ale przede wszystkim ilustracje.
Jeżeli pojawią się zainteresowani mogłabym przygotować kilka tutoriali z malarstwa akwarelowego.

Chwilowo, na poły z lenistwa, na poły z braku czasu, blog będzie prowadzony po polsku, później/niedługo chciałabym uskuteczniać wersję dwujęzyczną.

Zapraszam do śledzenia mojej strony(stalkingmania?) i za zainteresowanie dziękuję!

 Moja galeria deviantART